absynth

jajebie

to gówno sponiewierało nas do rana. jak, komu i po co. o ile dobrze pamietam, rozstawilismy sie w skateparku i zaczelismy to pić. proporcjonalnie do stanu upojenia robiliśmy coraz idiotyczniejsze rzeczy. to było tak, 2óch z nas siada na niskiej rampie, a trzeci z odleglosci mniej-więcej 10 m strzela rzut karny. Siedzący wystawiają sie prosto i czekają ażeby świst lecącej piłki minął ich twarze. Fajne uczucie, bo nie wiadomo który z dwóch gostków dostanie w dyńke i czy przypadkiem nie poleci krewka z noska. Każdy strzelec miał 3 szanse, Kris wypadł najlepiej ale i tak nikt nie został trafiony :D Dalej trwał stan przedfazowy, to ja biegałem po dużej rampie z jednego końca na drugi, niestety nie wyjebałem sie. w przerwach picia kopalismy piłke, jak sie da i gdzie sie da, także w brzuszku musiał być ładny mix soczkowo-chrupkowo-absyntowy. Zabawa na całego, zacząłem kopać telefon, inni go zresztą też. No to mi znaleźli 2 z 3 części. Najważniejsze, karta SIM lezy gdzies tam w trawie dalej, później pojade poszukać. W ogóle boli mnie prawa cześć dupy, nie wiem czemu, nie pamietam żadnej wyjebki. Powoli pierwszy butelek sie wypiło to brat Krisa wiózł następną. I pomyśleć że to wlalimy jako ponad 0.5l na trzech i tak nas posponiewierało, że japierdole! Podoba mi sie, że komarów nie ma zbytnio, te 2 chłodne tygodnie uwaliły spore stadko i jest spoko – czysto nad dyńką, nic nie bzyczy. Choć mi jedną dziwke rozwalił Kris na ramieniu jak ssała. było koło 23 albo 24, otworzylismy czerwonego-diabolo absyntha, gówno dało popalić, już prawie bez zapity sie waliło. i to uczucie – wlewasz i jakbyś miał w gardle piekło, 70% robi swoje. ale miły zapach i konsystencja jakby syropu bo to z soczkiem, super wchodziło. musze kończyć, bo brat stęka żeby go zawieźć. no, najebani, stan fazowy i powoli zawijamy na chate. na skrzyzowaniu kopiemy jakiś znak i plujemy na pająki. chwile potem rozstajemy sie z Krisem. Piastowską każdy zna- to ta droga pod górke koło kościoła, w połowie ktoś woła do nas (do mnie i Placka), że stać! policja! pomyślałem – ja pierdole! nawet sie najebać nie można, wiecznie suki nas zgarniają, znowu spisywanie, straszenie mandatami albo jeszcze gorzej. Ja patrze, a Placek najebany zaczyna spierdalac przed siebie hahahahha, przeciez i tak nas złapią, to nie las. No ale ni to chodem ni to biegiem ciśniemy dalej przed siebie w nadzieji, że nas nie złapią hahaha. Szybko wchodzimy w boczną uliczke, ul. Krótką, a tam na początku jest mała ruina zabudowania. przeciskamy sie przez furtke, walimy przez krzaki i wpadamy do pokoju bez dachu. to była najgłupsza czesc wszystkiego. Jak jacyś pierdoleni uciekinierzy, myśleliśmy co robić dalej i próbowaliśmy przeczekać gliniarzy. żaden z nas nie wiedział przed kim uciekaliśmy, to była jedynie sugestia tej osoby która za nami wołała. Teraz to nie wydaje mi się aby to był pałarz bo by nas dawno miał hahaa. Ale cicho siedzimy tam obok siebie, najebani że hej! kminimy plan ucieczki. W gardle cholernie sucho, mówie mu półszeptem prosto do ucha. czekamy następne 15 minut i wychodzimy, sprawdzam – clear! czysto idziemy do auta. dobrze że wzialem kluczyki, wiedzialem że tak m0że być. Ledwo idziemy, otwieram kaszlaka i wbijamy do środka. Na tylne siedzenie sprocentowani wpiździec. dobrze że szybki przyciemniane z tyłu, to tylko chodnik przed nami, nas widać. jebać to, Placek puszcza jeszcze ładnego placka, na szczęście nie do środka bo by były nici ze spania. Zamykamy drzwi i spanie, wielki spokój. Srać na wszystko, rano pomyślimy dalej. godzina 6 wstajemy, patrze przed nami ludzie szorują chodnikiem, patrzą na dwóch nieprzytomnych gości co siedzą razem na tylnim siedzonku w kaszlaku. Jednoznacznie, ale walić. wybijamy, on dłużej do domu, ja chwila, otwieraja mi domofona i właże jak ostatnia szmata, rzut prosto na łóżko, godzina ~0600

1100, prysznic, retrospekcja, mocna herbatka, kromki, maluch naprawiony, tata kupił pompke, zamontował, ide sie ubrac i w droge. Kurwa, dziś siadam przed komputer, musze zaczac pracowac.

Placek? Kris? jak cos pamietacie wiecej to dopisać. jade poszukać SIMa i do Januszkowic i po aparata do Hani. Tu przecież zdjęc nie ma żadnych!

4 comments w temacie 'absynth'

  1. owoc666

    “Tu przecież zdjęc nie ma żadnych!”

    No właśnie ;).


  2. onechaos

    aaa, już wiem czemu mnie dupa boli i ramie, przecież prosilem abyście stawali na mnie i kopali żeby ślady na koszulce zostawic


  3. judyta

    spojrzalam na to zapisane okno i w pierwszej chwili rzucil mi sie w oczy jeden fragment, nie wiem czemu ten? i jak to wytłumaczyc? mianowicie: “dziwke rozwalił Kris na ramieniu jak ssała”… mysle sobie.. no to niezla zabawe mieli, trzeba to przeczytac ; D


  4. butcher

    czemu tego wcześniej nie wiedziałem….poza tym nie piłem jeszcze absynth’a


leave comment