do londynu
spakowałem rzeczy i wyruszyłem przed siebie. to był środek ciepłej nocy. znów strach, a z drugiej strony pod tak ładnym niebem i z pajęczynką na dachu, nic złego nie mogło się stać.
Przede mna kolejne 300 kilometrów niezaplanowanej trasy. troche poddenerwowany, wsiadłem, wrzuciłem jedynke i dodałem nieśmiało gazu. tak oto po miesiącu opuściłem ‘ciepły kurwidołek’ i pojechałem w nieznane.
gdzies nad ranem, poczułem pierwsze oznaki fazy, od zmęczenia znaczy się. Wolałem nie ryzykować i zjechałem gdzieś na pierwszy lepszy parking. jakies 3 godziny snu, ominąłem wschód słońca, nagle nastał dzień, telefon mnie obudził, gość się martwił gdzie jestem i kiedy bede. baterie mam jebniętą i nic się nie dowiedział. wyszedłem troche spizgany, w końcu się rozprostowałem, stanąłem pod płotkiem i odlałem, ogromna ulga i ogólnie pozytywny start w nowy dzień. odpaliłem zimny silnik i wbitka dalej na autostrade, cisnąć lewą stroną jako najwolniejszy pojazd. fajne widoczki, szkoda że foto nie miałem. pamietam jeszcze ogromny podjazd co mi malak zwolnił do 60, aż się prawie czerwony ze wstydu zrobił.
obrzeża Londynu a już korki, tysiące ludzi probuje dostac sie do pracy, wszystko jest zapchane. Ja stoje spokojnie i oglądam szklane kolosy wielkich firm. kierowalem sie na 4tą strefe, do Richmond. długo się gubiłem aż wreszcie stanąłem obok starej, czarnej typowej taxi i pytam w którą strone to jest, a taksówkarz z ironicznym uśmieszkiem stwierdza, że nie wie po czym chwila konsternacji i każe abym jechał za nim. Cisnąłem ile się dało aby go nie zgubić, aż wreszcie dojechaliśmy do ronda na którym wskazał kierunek i dalej poszło z górki.
Zaparkowałem yodiego byle gdzie i wpadłem do firmy. z miejsca obdarzyli mnie ciepłym przywitaniem i wszelką potrzebną troską. w krótkim czasie uświadomiłem sobie, że lepiej trafić nie mogłem. jeszcze tego samego dnia znalazłem sobie mieszkanie i zdążyłem nagrać 2 inne w razie gdyby tamto miało się nie spodobać. Chce tu podziękować elthingowi i Dorocie za to, że wyciągnęli do mnie dłoń. to wielki gest, dzieki!
zrobiło sie ciemno, zapakowałem rzeczy spowrotem do auta i pojechalem do __ nowego domu. cóż wiecej pisać. może i jest, ale brak czasu. blog powoli odżyje, tak jak ja odżyłem.
nadal wiele spraw do załatwienia. mnóstwo problemów i problemików zaprząta moją małą głowe. jakkolwiek nie spojrzeć, z każdym dniem jest coraz lepiej.
bootchec dzieki za Twój czas! pokazałeś i powiedziałeś tak dużo, że boje się ile z tego zdołałem zapamiętać. mile spędzony czas, no i ta imprezka, fajnie się wracało nad ranem ;)

nareszcie doczekałam się :)
kurcze Radek wiecej zdjęć !!!!!
No no, coraz lepiej Ci się powodzi!!! No cóż ja też prawdopodobnie zmieniam pracę!!! Pozdrowienia!!! 3maj się!!!
Acha i jak coś to możesz wysłaćjakieś zdjęcia do mnie na maila : ensoshotokan@wp.pl