ehh znów ;)

nie nooo, w ten sposób to ja nic nie zrobie____
no popatrzmy na przykład dzisiaj, yy znaczy wczoraj

miałem wstać, zjeść śniadanie i przepracować reszte dnia. No i jak wyjechałem o 0900 tak wrócilem o 0200. najpierw zawiało nas Januszkowic, obczaić miejscówke gdzie bede zalegał za tydzień. targałem po jakiś poradzieckich, zajebanych betonówkach. Spowrotem zabrakło paliwka, no ale woże ze sobą 1l benzynki w plastiku od mountain dew to np (no problem) Później ładowaliśmy nasz wehikuł do granic możliwości, raz 5 osób, później spore zakupy + 4 osoby. Właściwie mogliby nas wpisać na jakiś rekord, ale najważniejsze że był niesamowity ubaw. jak to jest, że za każdym razem kiedy wracam, brat śpi a w głośniczkach nadaje myslovitz, coś jak Dzień Świstaka. wracając do tematu __ ej nie lubie tych zasranych reklam popa! dobra, naprawde wracając – zapodaliśmy później po Hanie (1 z 3 atomówek), pod Krisa, przenosimy się do auta i jedziemy już do Gogolina na zajebany festyn. Oczywiście dennie i bieda ogólna, spotykamy Gumisia i Konczaka, starych znajomych z LO. Chwile się nabijamy z całej imprezy i wracamy w opcji ‘nikt nie wie co dalej’. Tu jest tragicznie jeśli chodzi o zapełnianie czasu. no nic, lecimy przed siebie w takim razie, mijamy kolejne wioski i tak oto trafiamy na ___ Biskupią Kope :) tak, tak – dokładnie tam gdzie pisałem w ‘jajebie889′. Zostawiamy auto, ubieramy sie troche cieplej, bierzemy latarke, siekierke i taką ekipką? lecimy prosto w góre. problem w tym że jest już powoli ciemno (~2100 była?) no i jedno z nas było w ___ klapkach. Podbilismy chwile w góre po czym daliśmy se spokój i powrót. Odetchnąłem z ulgą, ponieważ od samego początku leciałem z wizją z ostatniej wyprawy. nic, stety/niestety, jedziemy se gdzieś dalej, Kris wozi nas po jakichś zadupiach, co już lepsze są polne drogi :) Trafiamy do Głuchołaz, tu również szwędamy się po wąskich, brukowanych uliczkach, zwiedzamy rynek, jakiś żulik przygrywa na organkach, inni robią ściepe na winko. ot miasto nocą. ściemnia się zupełnie, wracamy do domciu. po drodze zahaczamy o zajebanie ciemny i gęsty las, miejscówka strasznie klimatyczna – no wjedzcie se w środku nocy w taki las to zobaczycie o co biega. Ostatecznie lądujemy w ukochanych Krapkowicach i przekonujemy przez prawie godzine, panią zajebiście-upartą-Hanie, że jutro jedzie z nami. Uparta jego mać, wiec ze skutkiem przekupujemy jej rodziców. Już późno, Kris odwozi nas pod swoj dom, przesiadamy sie do mojej furki i ruszamy jeszcze zobaczyc do Pietni, jedziemy pod domek Usmajlonej, ale pisze dziewczyna smsa, że juś śpi*. No dobra, w końcu jest 0100 to nie bedziemy nikomu dupy zawracać, chociaż szczerze mówiąc liczyłem na herbatke ;D Po drodze mijamy Relax (taka zajebana dyskoteka), o widze rzepek ma znów nocke, ale nie nudzi sie jej. Dobraaa, odwoże Placka i jep! znowu paliwka zabrakło, chamsko na zakręcie. szybka kielecka akcja i parkuje obok drugiego, białego kaszlaka. Oglądam jakiś odcinkowy o lasce, która jest szpiegiem i ostatecznie trafiam przed komputerek. godzina 0342, sprawdze pogode na jutro i o 0900 prawdopodobnie ruszamy do Czech na cały dzień. Nawet nie próbuje się już usprawiedliwiać – znowu przepierdole czas, zamiast ciężko pracować na hajs, którego ostatnio brak. Co prawda mielismy jechać na meczyk wyjazdowy Widzew-Odra Wodzisław, ale dupa tam!

w ogóle widzieliście moją nową furke?

0500 – no japierdole! już jasno! chyba lepiej sie prześpie. zmontowałem jeszcze coś idiotycznego, tylko uwaga, to ma 8MB :P poza tym ten mój playerek musze jeszcze poprawić bo działa do dupy_ i generalnie nie chce mi sie ostatnio fot wrzucac, mimo że codziennie produkcja idzie pełną parą :D

> Mezo – Pasja

leave comment