kawa za £30,25
zawiozlem dupe do pracy i zaparkowalem na The Green’ie, mialem tylko 25 pence’ów drobnych więc wrzuciłem do parkometru z nadzieją, że chociaż starczy na 15 minut. Automat coś pomruczał, zaharczał i po chwili wypluł bilecik.
Zadowolony, że dzień zaczne od porządnej kawy w Arthursie, wbiłem tam do niej do restauracji i sie usadowiłem w stylowym, barokowym krześle. Za te 15 minut miałem zwijać spowrotem do auta i na spotkanie. Wszystko zaplanowane, a tu prosze, tostem mnie poczęstowała jeszcze. No nic, myśle, na luzie, przecież nic się nie stanie jeśli chwile się spóźnie na ten parking…
… i się kurde stało!
dostałem mandacik, za pieprzone 3 minuty spóźnienia! Ci goście mają z tego prowizje, więc brak im jakichkolwiek ludzkich odruchów, gadać jak do ściany, odpowiadają tylko jak pieprzone roboty – regułkami. Udupią biednego kierowce za każdy możliwy szczegół. Raz najechałem 3 cm na chodnik, na drugi dzień się okazało, że takie niedopatrzenie kosztowało mnie £40. Ale nie jest źle, już nie miałem mandatu od ponad roku więc jest to swego rodzaju osiągnięcie.
Później rozgadałem się z tym ciapatym (tym od mandatu) o Indiach, Gandim i podróżowaniu ogólnie. Paplaliśmy przez 30 minut, aż mi chciał ten bilet anulować, ale jak wystawiony to już nie da się cofnąć.
Takie życie, kawa za £30,25


za oceanem za takie pierdoly dostaje ticket $180 (przysylany do domu)
wiec Ladek nie jest az taki zly…
Mieszkasz w UK tyle lat, a nadal tkwi w Tobie mentalność Polaczka.
Pojechałeś tam właśnie dlatego że tam porządek i prawo, jego efektem jest lepsza gospodarka i większa kasa która Cię tu sprowadziła, więc na nie nie psiocz.