keprnik 1423m

4 godzinki snu, jest 0900, dzwoniący telefon otwiera mi oczy – ‘Radek bądź za 5 min’, no ładnie. Nie rozpisując sie zbytnio, polecieliśmy przed siebie, w czeskie góry, czyli Kris, Placek, 2 atomówki (Hania, Kamila) i ja. tak oto zaczął się Nasz zwariowany dzień. Dojeżdżamy do fajnego miasteczka Jesenik, zahaczamy też o sklepik, ładujemy jakies piwka, kiełbaski, letinky i inne ‘niezbędne’ rzeczy.
Dalej ruszamy prosto w góry, zakręt za zakrętem, ładny widok w dół. Wystarczy jeden mały błąd aby se polecieć 20 m, przez drzewa, być może spaść na droge 1 piętro niżej ;) generalnie zajebisty klimat i jest na co popatrzeć. Na końcu trasy okazuje się, że nic konkretnego nie ma i że w ogole nie tu chcieliśmy zajechać. powrót do ‘głównego’ skrzyżowania i tym razem jedziemy w lewo. Trafiamy na duży, fajoski parking, do plecaczka pakujemy 2 piwka i reszte. Wyciagamy jeszcze piłe, pogrywamy, trikujemy, wszyscy gotowi, pogoda idealna, idziemy w góre. schodzimy ze szlaku i wbijamy prosto pod górke aby później zejść spowrotem na szlak. Jak można zgubić piłke, przecież każdy zwracał na nią uwage, a jednak stało sie. Z początku myśleliśmy, że to żart, ale rzeczywiście nikt jej nie schował. Nic, idziemy dalej. Za nami błękitne niebo poprzecinane białymi kreskami, znaczy śladami samolotów. na skroni pierwsza kropelka zmęczenia, spływa gdzieś w dół rozbijając sie o kamienistą droge. Nie piłem niczego, aby te piwko które niosłem, wlać z jeszcze większą przyjemnością na samej górze. Te górskie strumyki są zajebiste, trafiliśmy na jeden, chłodna, czysta, wręcz krystaliczna woda, a powalone drzewko robiło za mostek. Jeszcze jeden przystanek i stroma droga zamienia się w niegroźną, udeptaną dróżke. Uznaliśmy to miejsce za szczyt, wiec szukam miejscówki gdzie można spokojnie zalec i obalić browarki. jest, siadam na jakims kamyku, a tam nie wiadomo skąd tyle much, nojapierdole nawet tu latają. obracam sie w dół patrze a obok mnie leży kupa! skad sie tam wziela? nie wiem. tu kolejny problem, nie potrafimy otworzy piwka, Placek kmini jakis kamyk co robi nam za otwieracz i tym samym ratuje nas z opresji. Wbijamy na trawe, zajebisty widok, słońce dupi w dyńke, cisza i jakieś niepojęte ‘mamwdupiewszystko’ Wiecej! w gorące, suche gardziołko wlewam chłodne złoto – mhmmm :) jednym słowem – dokurwionka!
leżymy tak 1, 2ga, 3cią godzine. jakieś wygłupy, czasem ludzie przejdą, popatrzą na nas jak na dewiantów, ale właściwie to nimi jesteśmy. mógłbym leżeć tam caly dzien, brakowalo jeszcze piwek, muzyczki i ____, a dosięgnął bym tego nieba nad nami. w koncu pakiet czasu wykorzystany, trudno, wracamy. tym razem popijam i mocze mordke w wodzie ze strumyka. jeszcze długo czuje na twarzy przyjemny chłód i mocne orzeźwienie. mielismy nadzieje, że trafimy na zgubioną piłke, ale nic z tego, Placek pogodził nas ze stratą i schodzilismy spokojnie dalej. w sumie łatwiej i szybciej było zbiegać. spowrotem na parkingu, totalne zaskoczenie. Siedzi jakas grupka ludzi, młody dzieciak trzyma białą piłke. No nie może być! se pomyślałem. Ale sie przyglądamy i rzeczywiście, gnojek znalazł naszego balika! z małymi obawami podbijamy, gotowi się o nią bić :) Ale czesi wlepiają w nas sympatyczne spojrzenie i w efekcie dogadujemy sie prawie bez słów (zresztą i tak niewiele się rozumieliśmy). mamy ją spowrotem, a 2 minuty później podjeżdża po nich jakies auto i odjeżdżają. Cóż to za wielki zbieg okoliczności, że nie zostaliśmy tam na górze ani minuty dłużej, że schodziliśmy w takim a nie innym tempie, że szukanie piłki nie zajęło nam więcej czasu bo szybko pogodziliśmy się z jej stratą i że ci ludzie byli uczciwi i bez dwóch zdań nam ją oddali. Dla mnie__, ja to nazywam cudem. Zaległem z Plackiem na środku parkingu, Kris rzucił pycha-pistacje, poobżeraliśmy sie, chwile pokopali piłe i nadal głodni (nie jadlem prawie nic od rana, a było późne popołudnie) ruszyliśmy ku granicy. Jeszcze w czeskim sklepiku, tuż przed przejściem, Kris dorwał 2 butelki absyntha! dla tych co nie znają tego gówna, mówie że jest to 70% o zapachu ziół, taka ‘wódka artystów’ niby halucynogenna ;) Dalej zapodaliśmy gdzies na całkiem przyjemną polanke, obok las i jezdnia. Rozpalamy ognicho i wrzucamy pare polskich kiełbasek. wychodzą jakieś czarne, jakby spalone, ale do tego piwko i ogólnie pycha. znowu sie wygłupiamy, kopiemy piłke, trikujemy i tak czas płynie, bardzo przyjemnie. później probujemy upiec jeszcze czeskie kiebłaski, ale wychodzi z tego takie gówno, że nie da sie tego jeść. Nie wiem co tam wkładają i w sumie nie chce wiedzieć bo próbowałem to jeść. dobra, sprzątamy po sobie i ruszamy już do domciu. Hania z tyłu z nami, musieliśmy ją pilnować bo zaczęła szaleć. Kamila natomiast na początku wariowała, a pod koniec spokojnie. Niby rodzina, ale zachowują się jakby zupełnie odwrotnie.
Krapkowice, Kris zostawia furke po domem, idziemy zalać dyńke ;) obczajam, że nie ma foto! szybko telefon do Hani, a ta mówi że se go wzięła, no jaaaa, k tak można?! zdjęcia i filma wrzuce jak mi odda bo niestety nie mam czytnika do secure digital. Wbijamy jak zwykle na skatepark, wyciągamy asortyment na stół i konsternacja! kto pierwszy wlewa? absynth dosłownie pali. w koncu leci pierwsza kolejka, aby zbytnio nie szaleć, idziemy na stacje, ku naszemu zdziwieniu Guma stawia hot-dogi z kiełbaskami. ostre, ale super dobre żarełko. Przenosimy się z Otmętu do Krapic i tam lecimy dalej, aczkolwiek niewiele bo ___ to nasz pierwszy raz :P butelka dna nie dosięga, godzina 2400, wracamy do domciu. ekspresowe tempo i ostatecznie rzucam sie na łóżko ciesząc maske niesamowicie. Mały rachunek sumienia i zamykam oczy, aby jeszcze dziś zacząć nowy dzień, a każdą zajebaną chwile zabijać dobrymi wspomnieniami. dzieki!!

_
co za bezczelność, dosyć że go zwinęła to jeszcze mi pisze
‘Czesc radek.twoj aparat pyta sie czy bedzie mogl pojechac ze mna na wycieczke do anglii…’

ehh ide poszukać dyskografii B.Marleya, lato sie zaczelo, trza puścić coś spokojnego. No i do piątku staram sie nie ruszać – musze się w końcu wziasc za robote! bo nici z wyjazdu i podobnych wypadów.
_
o! już myślałem, że bede szukal dobrą godzine płytki bo to w końcu 3 kartony cidików, a tu patrze – leży na wierzchu :)
_
tata jak zwykle mi coś spierdoli! kaszlak działał, a ten musiał wyjąć pompke paliwową aby włożyć nową membrane i w końcu wyjebał wszystko na śmietnik. kurwa jego mać! jestem uziemiony i straaasznie wkurwiony! _______ jajebie!

segreguje te 3 zajebane kartony, szukam starych płyt z muzyką, co ją ponownie wrzuce play. ipierdole, ide później pić, najebie sie dziś tak, że nie wróce do domu :/ sram na to wszystko. czemu musiał mi spierdolić dzień?! no czemu!?
_
ide wpizdu! aha, właśnie dowiedzialem sie jeszcze, że Kris i Placek nie wrócili sami, załapali kleszcze, jeden 3, drugi 1. Ja sie jeszcze sprawdze.

5 comments w temacie 'keprnik 1423m'

  1. dzieciaczek

    eee wazon mysle ze masz wielkiego kleszcza na chuju i drugiego jeszcze wiekszego na mozgu :) a tak powaznie to 8 metrowy pająk przegryzł łańcuch a królowa mucha albo matka ujebała bazyliszka w chuja !! morał z tego taki: kto je ramy ten ma wizje PS: gigantycznej wielkości kormorany zajebały ważce w czółki !!


  2. onechaos

    japierdole _______respekt!


  3. dzieciaczek

    chyba że mejdżersi. oni to łykają raz na jakiś czas gotowce i potem to wszystko rozchodzi się w nakładzie 200-300 egzemlarzy, niepowiem są takie przykłady. PS: żeby udownodnić wam że nie należe do pokolenia JPII mówie: papież był najwiekszym mejdżersem i honeckerem wszechczasów !!


  4. dzieciaczek

    a teraz moze cos na temat: wyprawa do lidla – spoko, szkoda ze tak mało wazona ale w koncu czego mozna sie spodziewac. historia z piłką to była taka historia że mieszkałem w poznaniu… kurde to nie to. z ta pilka to wazon juz przesadziles. jak ja mam potem zyc normalnie jak ty takie rzeczy na tym blogu wypisujesz? wiem ze nie bede zyc normalnie bo wpierdolilem sie w kopalnie ale po tym wszystkim co tu czytam to wiem ze jest jeszcze szansa ze nie zostane najwiekszym martwicomózgiem na swiecie. zycze milego czegos i czekam na fotki bo zazwyczaj ci sie fajne udaja. a zapomnailem dodac ze jestem fanem atomowek (tych prawdziwych z CN) ale jak te tez potrafia pokonac mojo jojo to moga byc spoko. no to koncze potem jeszcze cos napisze.


  5. onechaos

    dajesz rady dzieciaczku, dajesz rady!


leave comment