to co zawsze

piatek, w pracy browarki na rozgrzewke przez imprezką. w banku zapomniałem karty i zostałem bez kasy, ale to nic. ‘Radek, what u drink? -nothin. -aight, so one Steela for u’, i tak do oporu. Mimo to, nie zdołałem wypić wiele, raptem 3 browarki, drinów nawet nie dotknąłem. Siedziałem troche zamulony, aż przyszło mi do głowy, że chyba jestem głodny, przecież nie jadłem dziś zbyt wiele. najbliżej otwarty był mcd, raptem obok. Wpadłem tam i na raz 4 double cheeseburgery, aha! wiec jednak byłem głodny. Bylismy jeszcze w paru miejscach, wszędzie alko, jakieś dziwki na dragach, muzyka-rozpizdziel – nieee, to nie dla mnie.

ledwie po północy, niedługo zamkną stacje. zawinąłem jeszcze raz do mciego, dziewczyna pyta sie co podać, patrze na plakietke z imieniem, a tam ‘Paula’, wiec ‘ah, to ja poprosze ten soczek i bigmaca’. krótka blagadka, pożegnałem Joego i polecialem na pociąg. heh, jestem troche szczęściarz, bez biletu, zdążyłem na ostatnie połączenie, dojechałem na Clapham Junction, tam biegiem na przesiadke, też ledwo zdążyłem, drzwi zamknęły się 15 sekund później, to było ostatnie metro na Raynes Park. Ucieszony wylądowałem w łóżku wyjątkowo wcześnie i do tego prawie trzeźwy.

dziś niedziela, miałem iść do pracy, właśnie dostałem smsa od Joe ‘Hi Radek,I am sick and still in bed, so would not be able to make the office today’. nawet dobrze, mam wiecej czasu dla siebie. Czas pozbierać wszystko do kupy, zrobić porządek z mieszkaniem, pracą, szkołą i stanem konta bankowego. po cichu przelatuje myśl o USA, wczoraj rozmawiałem z gostkiem, który siedział tam z dziewczyną 14 miesięcy w NYC. tymczasem już za 4 tygodnie zawitam w PL, 4 dni i powrót.

1 comment w temacie 'to co zawsze'

  1. judyta

    rozdzielczosc genialna ;) onech, ale ogolnie-to szczeka opada!


leave comment