zalatany
troszku zalatany byłem przez ostatnie 2 tygodnie. Ledwo co wróciłem z Polski i musiałem polecieć spowrotem do … dentysty. Przy okazji załatwiłem sobie paszport. Musiałem się tymczasowo zameldować, tylko po to aby wyrobić paszport, troche pieprzenia się z tym było. Mało tego nieźle się zdziwiłem jak pani w kasie poprosiła o 140 zł opłaty. Do tego doliczyć zdjęcia 40 zł i dojazd 20 zł i wychodzi lekko 2 stówki za głupią książeczkę. Myślę sobie, mało, że państwo utrzymuje biurokrację z podatków to jeszcze doliczają sobie horrendalne opłaty za ich kiepskiej jakości usługi. Nie wiem co tu jest grane… Jak ktoś w PL zarabia w Tesco albo Biedronce te 600 zł to ja się nie dziwię, że ludzie chodzą wkurwieni i się w ogóle nie uśmiechają.
-
A w UK dużo rzeczy do załatwienia, popierdółek i ważnych zaległości. Tak na dobrą sprawę to ostatni miesiąc miałem wolne, pracowałem w szczątkowych ilościach i raczej byłem zajęty wydawaniem niż zarabianiem kasy. Tak więc trza trochę nadrobić stan konta i uporządkować wszystko. Zabieram się za projekt, może nawet 2 równocześnie. Muszę kupić jakieś zdezelowane auto i odłożyć na schociaż 2 tygodnie upragnionych wakacji
-
nakręciłem się na snowboard… ale skydiving dalej aktualny ;]

male sprostowanie: u mnie od dawna po calym miscie sa porozwieszane ulotki ze szukaja kogos do pracy w biedronce za 1600 netto…
zapewne 1600 brutto :P
NIE ! TA OFERTA DOTYCZY PRACY W BIEDRONCE NA 2 ETATY :]
BUAHAHAHAHAHHAHAHAHAHAAH